Z twierdzy wroga

Berlin i ja. Emigracja. Życie w Berlinie.

Wpisy

  • środa, 14 grudnia 2011
  • poniedziałek, 12 grudnia 2011
  • sobota, 10 grudnia 2011
    • Niemcy w polskiej literaturze: „Wąż w kaplicy”

      Jak może niektórzy z Was zauważyli, postanowiłam poszerzyć bloga o wątki literackie związane z emigracją, Berlinem i Niemcami (choć nie tylko). Do tej pory pojawiło się kilka wierszy z fotkami. Dziś natomiast publikuję pierwszy wpis z cyklu „Niemcy w polskiej literaturze”.

      Cytat pochodzi z książki Tomasza Piątka „Wąż w kaplicy”. Autorem wypowiedzi jest Janek, chłopiec, który spełnia pokładane w nim nadzieje opętanej patriotyzmem i wiarą rodziny ginąc podczas pierwszej wojny światowej śmiercią bohaterską, męczeńską i... bezsensowną.

      Niemiec nie żyje dla wolności. On nic nie robi ot tak sobie, aby zrobić, dla samego czynu. Niemiec żyje tylko dla majętności i władzy, nad wszystkim chce panować, wszystko chce mieć przeliczone i w jak najsztywniejszy porządek wtłoczone, bo wie, że wtedy nic go nie zaskoczy, nic się jego woli nie wymsknie. I każdy Niemiec sztywnych rozkazów sztywno słucha i sztywno sztywne rozkazy swoim pod-Niemcom wydaje. Dlatego ten tchórzliwy naród, gdy go w oddział sformować, niezwyciężonym jest żołnierzem. (...) I dlatego ten naród chciwców, gdy go na urzędach posadzić, tworzy aparat nieprzekupny aż do bezlitosności. Straszna ta machina wciąż nowe machiny buduje, z żelaza i z ludzi. I idzie naprzód, naprzód, aby świat cały poddać swojej władzy i aby go uczynić swoją majętnością.”

      Gdybym nie znała żadnego Niemca osobiście, pewnie bym przytaknęła. ;)

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      wanda_2009
      Czas publikacji:
      sobota, 10 grudnia 2011 20:46
  • czwartek, 08 grudnia 2011
    • Polskie msze w Berlinie

      Od czasu do czasu, szczególnie gdy odwiedzą mnie goście z Polski, wybieram się na polską mszę. Ostatnio byłam w Bazylice św. Jana Chrzciciela na Kreuzbergu, przy której działa Polska Misja Katolicka. Jest to chyba najbardziej popularne miejsce spotkań polskich katolików w Berlinie. Samochody zjeżdżają się z całego miasta, wiele jest też polskich tablic i naprawdę warto przyjechać dziesięć minut przed czasem, by uniknąć kłopotów z parkowaniem i stania w kościele.

      Generalnie taka niedzielna, rodzinna wyprawa na mszę po polsku jest jak kawełek ojczyzny. Można się wystroić i rozglądając ciekawie wysłuchać nudnego kazania, spotkać znajomych... jednym słowem można ulec złudzeniu, że kościół nie jest tylko fatamorganą, maleńką oazą, która pojawia się i znika kiedy zabrzmią dzwony.

      Na mszy, na której byłam ostatnio rozczulił mnie sędziwy ksiądz, który w kazaniu głoszonym głównie do zadowolonych z życia emigrantów zarobkowych użalał się nad losem biednego tułacza i wygnańca z ojczyzny. Tylko podziwiać aktualność, akuratność i atrakcyjność mowy mającej z założenia poruszyć serca zgromadzonych.

      Oprócz „tułaczy i wygnańców”, którym patriotyzm nakazuje szanowanie odwiecznej polskiej tradycji, na mszy polskiej spotkać też można różne kuriozalne osobniki rozkraczone niezdarnie między polską swojskością a niemiecką codzinnością krzyczące:
      – Niech śmiało cofa, da passiert nix!

      Msze po polsku w Berlinie

      Msze po polsku w Berlinie

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Polskie msze w Berlinie”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      wanda_2009
      Czas publikacji:
      czwartek, 08 grudnia 2011 23:47
  • środa, 07 grudnia 2011
  • wtorek, 29 listopada 2011
    • Instytut Polski w Berlinie

      Na początku myślałam, że Instytut Polski ma być ostoją polskości na obczyźnie dla nas, Polaków. Okazało się jednak, że nie, że głównym celem Instytutu jest reprezentowanie Polski i promowanie polskiej kultury wśród Niemców. Ciekawe to, bo jednak większa część publiczności odwiedzającej imprezy organizowane przez Instytut to jednak Polonia...

      To główne (teoretyczne przecież) nastawienie na obcokrajowców rozczarowało mnie, kiedy nasza grupa teatralna poprosiła o rozesłanie plakatu przedstawienia fanom Instytutu. Odmówiono nam, ponieważ nie wolno reklamować czegoś, co nie jest po niemiecku. Dziwne.

      Instytut odwiedzam jednak w miarę regularnie. Jest on pięknie usytuowany, niedaleko Alexanderplatz i taką wyprawę można połączyć z miłym spacerem. Zazwyczaj szybko przechodzę przez mieszczącą się na parterze galerię, bo jeszcze żadna z tamtejszych wystaw nie wzbudziła mojego zainteresowania. Kieruję swoje kroki na piętro, gdzie mieszczą się biura i... BIBLIOTEKA! Jest ona maleńka i książki wypożyczam najczęściej na zasadzie „biorę co jest”, ale mimo wszystko daje mi ona cudną możliwość czytania polskiej listeratury wpsółczesnej. I za to jestem i będę Instytutowi wdzięczna. Czasem biorę też coś po niemiecku dla Zdobywcy, czytał już dzięki temu Gombrowicza, Sienkiewicza i ostatnio Sapkowskiego.

      Co do imprez, to i owszem, zdarzają się od czasu do czasu interesujące propozycje: spotkania z autorami, pokazy polskich filmów, koncerty. Warto zamówić newsletter z programem i od czasu do czasu zaczerpnąć nieco polskości (tłumaczonej na niemiecki).

      Instytut Polski w Berlinie

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      wanda_2009
      Czas publikacji:
      wtorek, 29 listopada 2011 01:15
  • środa, 23 listopada 2011
  • wtorek, 15 listopada 2011
    • 11. listopada 2011 w Berlinie

      A ja nie wzięłam udziału w żadnym marszu po żadnej za stron, tylko grzecznie i mieszczańsko skorzystałam z zaproszenia ambasady polskiej na koncert zorganizowany z okazji Święta Niepodległości. Miał on miejsce w niedzielę, 13. listopada, w Wielkiej Sali RBB w Berlinie. Goście przybyli tłumnie, ubrani na galowo i odświętnie uśmiechnięci.

      Uroczystość rozpoczęła się przemówieniem ambasadora, które tym razem, ku zadowoleniu publiczności było krótkie, rzeczowe i powiedziane (nie przeczytane). Ach, o ile ciekawiej pisze się krytykę! Jak trudno jest po prostu przyznać, że zagrany przez Orkiestrę Symfoniczną l'Autunno koncert muzyki filmowej Jana A. P. Kaczmarka wprawił mnie w cudne, pozaziemskie rozkołysanie i bujał tak jeszcze do nocy! Fascynujący był fakt, że orkiesta działała równie silnie na zmysł wzroku, co słuchu, gdyż w jej skład wchodzą sami młodzi i atrakcyjni muzycy (obu płci).

      Najpiękniejszcze kawałki z m.in. „Marzyciela”, „Hachiko” i „Niewiernej” przeplatane były anegdotkami opowiadanymi przez samego kompozytora, który, zaskakując nieświadomą publiczność pojawił się na scenie. Sympatyczny, charyzmatyczny, zabawny, z dystansem do siebie.

      Zdaje się, że nie mogę skrytykować nawet ostatniego punktu programu – poczęstunku. Organizatorzy stanęli na wyskości zadania i nauczeni doświadczeniem podzielili bufet na trzy długie stoły, na których ustawiono wymyślne przekąski i ciasto. Nie trzeba było więc walczyć o jedzenie... czyżby ktoś przeczytał mój wpis z zeszłego roku?! :D

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „11. listopada 2011 w Berlinie”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      wanda_2009
      Czas publikacji:
      wtorek, 15 listopada 2011 23:59
  • środa, 09 listopada 2011
    • Park Prenzlauer Berg w Berlinie

      Nie mogę uwierzyć, że po tak beznadziejnym lecie mamy taką piękną jesień! Któryś to już tydzień z rzędu delektuję się królewską złotą aurą, zbieram liście, chodzę na spacery. W weekendy wsiadamy do samochodu i wybieramy na mapie zielone plamy, których jeszcze nie zwiedziliśmy.

      W którąś niedzielę padło na Park Prenzlauer Berg, który nie cieszy się zbyt dużą popularnością i, mimo iż mieszkamy niedaleko, nigdy dotąd w nim nie byliśmy. Szybko zrozumiałam dlaczego. Otóż w porównaniu z leżącym niedaleko, wypielęgnowanym i pełnym atrakcji Parkiem Friedrichshain, Park Prenzlauer Berg sprawia wrażenie opuszczonego i zarośniętego. Na ścieżce prowadzącej na niewielkie wzniesienie spotkaliśmy tylko dwie pary staruszków... Ja jednak wcale nie mówię, że to źle! Wręcz przeciwnie, bardzo lubię parki, w których natura robi, co chce, w których nie wszystko jest pod linijkę i kosiarkę. Czasem ma się przecież potrzebę ukrycia i tęskni za właśnie taką oazą spokoju.

      Park Prenzlauer Berg w Berlinie

      Park ten posiada jednak swoje tajemnice warte odkrycia. Po jednej stronie wzgórza znajduje się niezły tor zjazdowy dla rowerów górskich, a u jego stóp klimatyczny plac zabaw dla dzieci i rozległe zielone łąki. Przy nich znajdują się korty tenisowe i liczne działki mieszczuchów, które można podziwiać spacerując dzielącymi je ścieżkami. Mieliśmy również ochotę zajrzeć na stary cmentarz żydowski, jednak, co mnie niezmiernie w Berlinie irytuje, był on zamknięty. Szkoda.

      Park Prenzlauer Berg w Berlinie

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      wanda_2009
      Czas publikacji:
      środa, 09 listopada 2011 00:03
  • piątek, 14 października 2011
    • Park Britzer Garten

      Aż trudno uwierzyć, ile jest w Berlinie cudnych parków, ogrodów i oaz zieleni! Co jakiś czas odkrywam nowe świątynie dumania i nanoszę na prywatną mapę pełną jeszcze niezbadanych białych plam.

      Britzer Garten w Berlinie

      Ostatnie moje odkrycie to ogromny park Britzer Garten. Leży on w dzielnicy Mariendorf i jest tak duży, że posiada wewnętrzną komunikację parkową w postaci wąskotorowej kolejki. Na wyprawę do parku warto jest przeznaczyć co najmniej kilka godzin, a chyba najprzyjemniej byłoby zaopatrzyć się w kosz piknikowy i balować cały dzień. W parku znajdują się m.in. piękne rozległe trawniki, wzgórza widokowe, strumyki i sadzawki (w których pływają ogromne ryby) zagrody z osiołkami i kozami, wodny plac zabaw, mini golf, restauracje i kawiarnie oraz spory teren przeznaczony dla najmłodszych. Atrakcją są też ogrody tematyczne, jak np. różany czy ziołowy. Przytulne zakątki zachęcają, by zaszyć się w nich z książką i na jakiś czas zapomnieć o świecie. Jest też namiot, w którym odbywają się imprezy okolicznościowe. My trafiliśmy na Oktoberfest z orkiestrą, piwem i golonką.

      Za wstęp do parku trzeba zapłacić, co jest raczej rzadkością. Ale 3 EUR to chyba rozsądna cena. Gdybym mieszkała w pobliżu, wykupiłabym roczną kartę wstępu.

      kwiaty w Britzer Garten

      jesień w Britzer Garten

      Ogród Britzer Garten Berlin

      Britzer Garten

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Park Britzer Garten”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      wanda_2009
      Czas publikacji:
      piątek, 14 października 2011 18:08