Z twierdzy wroga

Berlin i ja. Emigracja. Życie w Berlinie.

Wpisy

  • wtorek, 06 marca 2012
  • poniedziałek, 05 marca 2012
    • Rodziców nie obsługujemy!

      Zdarzyło się wczoraj, że wyproszono nas z kawiarni. Powodem był nasz wózek dziecięcy. Właściwie wyproszono nas zanim naprawdę do niej weszliśmy – podczas przestępowania progu. Kawiarnia ta była naszym odkryciem z czasów ciąży: doskonała kawa, świetne ciasta. I wstępu do tego raju zabronił nam Piotr-kelner uprzejmie oznajmiając „Proszę bez wózka, jeśli to możliwe”. Musiałam zrobić nieźle idiotyczną, niekumającą minę, bo powtórzył to zaraz po angielsku. Spojrzeliśmy na siebie, gdy spytał „Jest to możliwe?”. Odparliśmy zgodnie „Nie!” i odwróciliśmy się na pięcie. Szkoda, nie skosztujemy tej doskonałej kawy i świetnego ciasta przez najbliższe dwa lata. A znając nas – nie skosztujemy ich już NIGDY!

      Pytacie czy w kawiarni było wystarczająco miejsca? Było!
      Dopiero wychodząc zobaczyliśmy naklejony na drzwi zakaz wchodzenia z wózkiem.

      I pomyśleć, że cały ten akt dyskryminacji rodzin miał miejsce na Prenzlauer Berg, dzielnicy pełnej dzieci. Właścicielom kawiarni musi się świetnie powodzić, skoro rezygnują z co najmniej połowy klienteli.


      Rodzicom wstęp wzbroniony!

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (11) Pokaż komentarze do wpisu „Rodziców nie obsługujemy!”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      wanda_2009
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 05 marca 2012 11:00
  • czwartek, 01 marca 2012
    • Ci wredni ludzie!

      Pod koniec ciąży, z dużym, zdecydowanie widocznym już brzuchem jeździłam czasem do pracy metrem o godz. 8.30. Podróż ta zajmowała mi w sumie jakieś pół godziny i była koszmarem. Wagony metra były o tym czasie tak zapchane, że o miejscu siedzącym można było tylko pomarzyć i nawet sugestywne głaskanie wystającego brzucha nie przynosiło rezultatu.

      Z zazdrością spoglądałam wtedy na szczęśliwych siedzących i złorzeczyłam im w myślach. By zabić czas przypatrywałam się każdemu z osobna: „aha! Pańcia dłubie w komórce, garniturek czyta gazetę, gówniarz śpi z słuchawkami na uszach – a tak naprawdę wszyscy tylko udają, że są tak zajęci, żeby przypadkiem nie spojrzeć na mnie i nie musieć mi ustąpić miejsca” - myślałam nienawistnie.

      Pewnego dnia mój pałający niechęcią wzrok padł na około czterdziestoletnią panią siedzącą tuż obok mnie. Pani uśmiechnęła się miło i spytała: „chce pani usiąść?”. Natychmiast rozpłynęłam się z wdzęczności i odparłam: „Ależ nie, dziękuję, proszę siedzieć, ja chętnie postoję!”. Sama nie mogłam uwierzyć, że to powiedziałam! I jak tu zrozumieć kobietę?!

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      wanda_2009
      Czas publikacji:
      czwartek, 01 marca 2012 12:20
  • środa, 22 lutego 2012
  • czwartek, 16 lutego 2012
    • Emigracyjne Święto Pączka

      W dobrych zamierzchłych czasach, kiedy jeszcze cała moja rodzina mieszkała w jednym domu, w jednym kraju, utarł się zwyczaj, że w Tłusty Czwartek nasza ulubiona sąsiadka Pani Aniela przynosiła nam cztery (po jednym dla każdego) ze swoich – najlepszych we wsi – okrągłych pączkowych cudności. Później, gdy wyemigrował brat, przynosiła ich trzy. Kiedy kilka lat temu, już z Berlina zadzwoniłam do rodziców i usłyszałam, że w tym roku dostali od Pani Anieli tylko dwa pączki, popłakałam się z żalu i tęsknoty.
      Podzieliłam się swoim smutkiem ze Zdobywcą, a on wróciwszy z pracy wręczył mi zawiniątko z dwoma świeżutkimi pączkami zwanymi tutaj Berliner Pfannkuchen (lub Berliner lub Pfannkuchen ;)). Nie dorastają one oczywiście Pączkom Pani Anieli do tej jasnej kreski na brązowym brzuszku, ale i tak byłam szczęśliwa!

      Tak narodziła się nowa tradycja. W ubiegłym roku poszłam o krok dalej i wkroczylam do biura Zdobywcy z paczką pączków – po jednym dla każdego pracownika. Dziś już teraz cieszę się na wieczorny pakuneczek zawierający niemieckie pączki w odpowiedniej liczbie trzech. :)

      Czy Wam również udaje się świętować ten radosny dzień poza granicami Pączkolandu?

      Trzy niemieckie pączki 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      wanda_2009
      Czas publikacji:
      czwartek, 16 lutego 2012 14:19
  • piątek, 10 lutego 2012
    • Berlinale 2012

      Wczoraj (09.02.2012) w Berlinie rozpoczął się i potrwa do 19. lutego jeden z ważniejszych festiwali filmowych na świecie – 62. Berlinale. Program jest jak zwykle niezwykle interesujący – do przejrzenia tutaj!
      Bardzo żaluję, że w tym roku, z racji pracy nad ważnym i miłym projektem, nie będę mogła wybrać się na żaden seans. Nadal z wielką przyjemnością wspominam Berlinale roku 2009 i 2010!

      Na stronie Polskiego Instytutu zapoznać się można z listą trzynastu polskich filmów, które będą pokazywane w ramach tegorocznego festiwalu. 

      62. Berlinale 2012 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      wanda_2009
      Czas publikacji:
      piątek, 10 lutego 2012 15:04
  • wtorek, 07 lutego 2012
  • piątek, 03 lutego 2012
    • Czy miała kota?

      Kot w pustym mieszkaniu

      Umrzeć - tego nie robi się kotu.
      Bo co ma począć kot
      w pustym mieszkaniu.
      Wdrapywać się na ściany.
      Ocierać między meblami.
      Nic niby tu nie zmienione,
      a jednak pozamieniane.
      Niby nie przesunięte,
      a jednak porozsuwane.
      I wieczorami lampa już nie świeci.
      Słychać kroki na schodach,
      ale to nie te.
      Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
      także nie ta, co kładła.

      Coś się tu nie zaczyna
      w swojej zwykłej porze.
      Coś się tu nie odbywa
      jak powinno.
      Ktoś tutaj był i był,
      a potem nagle zniknął
      i uporczywie go nie ma.

      Do wszystkich szaf się zajrzało.
      Przez półki przebiegło.
      Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
      Nawet złamało zakaz
      i rozrzuciło papiery.
      Co więcej jest do zrobienia.
      Spać i czekać.

      Niech no on tylko wróci,
      niech no się pokaże.
      Już on się dowie,
      że tak z kotem nie można.
      Będzie się szło w jego stronę
      jakby się wcale nie chciało,
      pomalutku,
      na bardzo obrażonych łapach.

      I żadnych skoków pisków na początek.

      Wisława Szymborska
      (02.07.1923 - 01.02.2012)

      Katze in der leeren Wohnung

      Sterben – das tut man einer Katze nicht an.
      Denn was soll die Katze
      in einer leeren Wohnung.
      An den Wänden hoch,
      sich an Möbeln reiben,
      Nichts scheint hier verändert,
      und doch ist alles anders.
      Nichts verstellt, so scheint es,
      und doch alles auseinandergeschoben.
      An den Abenden brennt die Lampe nicht mehr.

      Auf der Treppe sind Schritte zu hören,
      aber nicht die.
      Die Hand, die den Fisch auf den Teller legt,
      ist auch nicht die, die es früher tat.

      Hier beginnt etwas nicht
      zur gewohnten Zeit.
      Etwas findet nicht statt,
      wie es sich gehörte
      Jemand war hier und war,
      dann aber verschwand er plötzlich
      und ist beharrlich nicht da.

      Alle Schränke durchforscht.
      Alle Regale durchlaufen.
      Unter die Teppiche gekrochen und nachgesehen.
      Sogar trotz des Verbots
      die Papiere durcheinandergeworfen.
      Was bleibt da noch zu tun.
      Schlafen und warten.

      Komme er nur,
      zeige er sich.
      Er wird schon sehn.
      Einer Katze tut man so etwas nicht an.
      Sie wird ihm entgegenstolzieren,
      so, als wollte sie`s nicht,
      sehr langsam,
      auf äußerst beleidigten Pfoten.
      Zunächst ohne Sprung, ohne Miau.

      (tłum. Karl Dedecius)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Czy miała kota?”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      wanda_2009
      Czas publikacji:
      piątek, 03 lutego 2012 22:33
  • środa, 01 lutego 2012
  • wtorek, 31 stycznia 2012