Z twierdzy wroga

Berlin i ja. Emigracja. Życie w Berlinie.

Wpisy

  • środa, 30 września 2009
    • Wolnoć Tomku w swoim domku, czyli sąsiedzi

      W Berlinie sąsiadów praktycznie się nie zna. Spotyka się ich czasem przemykających korytarzem i burczących pozdrowienie. Po tych kilku latach jestem w stanie zidentyfikować mieszkańców trzech z szesnastu mieszkań naszej kamienicy. 

      Jednego z sąsiadów trudno jest nie znać. Towarzyszy mu sława największego pennera (menel, zbieracz butelek) w okolicy. Żona pijaczka i awanturnica nigdy nie opuszczająca mieszkania, ma zwyczaj barykadowania się w nim od środka. Herr Penner przesiaduje wtedy pod drzwiami lub hałaśliwie domaga się, by go wpuszczono. Na szczęście wielogodzinne zbieractwo wyczerpuje go na tyle, że jego występy przypominają wiosenne – gwałtowne lecz krótkie burze.

      Za kuchenną ścianą mieszkają Balkonowi Ogrodnicy. Nie znamy się prawie wcale i muszę przyznać, że zaskoczyli mnie bardzo, gdy pewnego dnia wręczyli mi klucze z prośbą o podlewanie młodych pomidorów, które hodują na balkonie. Zrobili to wiedząc, że jestem Polką! Ciekawe ile razy nachodziła ich obawa, że po powrocie zastaną puste mieszkanie. Ich urlopy, moje podlewanie i butelka wina w podzięce stały się tradycją. Nasza znajomość ogranicza się jednak do tej interesownej wymiany klucza. 
      Motto kontaktów społecznych w Niemczech: uprzejmie ale z dystansem. I nie przeskoczysz. 

      Herr Hallochen wprowadził się niedawno do mieszkania nad sufitem i zszokował otwartością, bo przyszedł się przedstawić. Potem widziałam go jeszcze kilka razy. Zawsze mówił swoje „Hallochen” (dzieńdoberek) i zagadywał wesoło. Pewnej nocy, gdy już szykowaliśmy się do snu, ktoś zadzwonił niecierpliwie do drzwi. To Herr Hallochen, trzęsąc się ze zdenerwowania oznajmił, że on ma już tego dosyć i jak jeszcze raz trzaśniemy drzwiami po godzinie 22 to on zawiadomi policję! Oznajmił i poszedł. Oniemiali spojrzeliśmy na siebie.
      - Naprawę trzaskamy? 
      - Nie mam pojęcia – odpowiedziałam, po czym roześmialiśmy się dziwnie cicho i nieśmiało.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Wolnoć Tomku w swoim domku, czyli sąsiedzi”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      wanda_2009
      Czas publikacji:
      środa, 30 września 2009 23:58
  • wtorek, 29 września 2009
  • niedziela, 27 września 2009
  • piątek, 25 września 2009
    • Kelner do wynajęcia

      Przy wysokim bezrobociu panującym w Berlinie, bez perfekcyjnej znajomości niemieckiego, nie powinno się chyba narzekać na jakąkolwiek otrzymaną pracę. Tak myślałam jeszcze rok temu, kiedy ze świeżutką legitymacją studencką w ręku (dzięki której mogłam w końcu legalnie pracować) odpowiedziałam na zachęcająco brzmiące ogłoszenie firmy Timecrew. Firma ta zajmuje się wypożyczaniem ludzi z branży gastronomicznej. W samym Berlinie jest takich firm mnóstwo. Kelnerstwo to odwieczny zawód studentów – myślałam podekscytowana. 
      Poszło nadzwyczajnie szybko. Spotkanie, umowa i już. Miałam pracę. 
      Skąd miałam wiedzieć, że to robota dla frajerów i desperatów? 


      Zaczęło się od uniformu, za który musiałam zapłacić kaucję przekraczającą mój miesięczny zarobek. Trudno, czekałam na pierwsze pieniądze dwa miesiące. 
      Z żalem pożegnałam się z wolnymi weekendami. Wkrótce pożegnałam się też ze spokojem. Dzwoniono do mnie po trzy razy dziennie pytając, czy chciałabym pracować we wtorek w Hamburgu, a w środę w Poczdamie, mimo że już sto razy mówiłam, że w te dni mam zajęcia. Odmowę przyjmowano z niezadowoleniem. 


      Bardzo szybko zaczęłam mieć dosyć. Poznałam co prawda kilka ciekawych hoteli od kuchni (dosłownie), ale często musiałam do nich dojeżdżać po dwie godziny. Za dojazdy naturalnie nie płacono. Zrywałam się więc o czwartej nad ranem w soboty i niedziele i jeździłam po te 6,5 za godzinę, wiedząc, że firma dostaje za godzinę mojej pracy 20 EUR. O napiwkach nie było mowy, bo imprezy były masowe i nikt nas, mrówek nawet nie rozróżniał.


      Niezadowolenie rosło z każdym dniem i miarka przebrała się, gdy chcieli mnie wysłać do Hanoweru na cały weekend. Kiedy podliczyłam godziny i zarobek stanęło na 3 EUR/godz. 
      Na drugi dzień oddałam ciuchy (ciesząc się ze zwróconej kaucji) i z ogromną ulgą opuściłam biuro. Wytrzymałam tylko trzy miesiące. 

      Kilka dni później byłam już w nowej pracy. Czy jest lepiej? Jest. O tyle, o ile rynna lepszą jest od deszczu. Ale o tym innym razem.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Kelner do wynajęcia”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      wanda_2009
      Czas publikacji:
      piątek, 25 września 2009 22:57
  • czwartek, 24 września 2009
  • wtorek, 22 września 2009
    • Kocham cię od tak dawna

      Il y a longtemps que je t'aime / So viele Jahre liebe ich dich

      Wbrew tytułowi nie jest to amerykańska komedia romantyczna, ale francuski dramat i to w dodatku bez Gérarda Depardieu! Mnie by to już jako rekomendacja wystarczyło.
      Dla tych jednak, którym nie wystarcza, dodam, że film prowokuje pytania o miłości trochę bardziej skomplikowane niż „kochasz mnie?”. 
      Jak (i czy w ogóle) kochać naszych bliskich mimo popełnienia przez nich czynów, których nie akceptujemy, a może tylko nie rozumiemy? 
      Jak bardzo to, co czynimy jest tym, czym jesteśmy? 
      Jak w łotrze zobaczyć człowieka?
      No i tyle. Żeby nie przegadać ;)

      W polskich kinach studyjnych i niemieckich wypożyczalniach DVD

      kocham cie od tak...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      wanda_2009
      Czas publikacji:
      wtorek, 22 września 2009 21:10
  • poniedziałek, 21 września 2009
    • Ogrody świata

      Niedzielę spędziliśmy w chińskim ogrodzie. Na początek. Potem był jeszcze ogród japoński, koreański, balijski, orientalny i włoski.
      I pomyśleć, że to nawet nie był mój pomysł. Zdobywca, widząc jak tłukę głową w betonowe ściany Twierdzy wsadził mnie do samochodu i powiedział tylko: jedziemy! (podziwiajcie niemiecką spontaniczność!)
      Już po drodze obudził się we mnie dzieciak: Czy to jest park? Czy tam są zwierzęta? Czy będą lody? Pytałam. Dojechaliśmy w 20 minut i... rozbrykałam się na dobre. Biegałam boso po trawie, jadłam lody (a jakże!), całowałam żaby. Czułam się... źrebaczo! Nawet pozwoliliśmy sobie zabłądzić w żywopłotowym labiryncie. 
      Czyż to nie brzmi cudownie kiczowato? Brzmi. :) To wszystko było na tyle kiczowate, na ile tylko natura kiczowata być potrafi. Kwiatki, motylki, trzymanie się za ręce o zachodzie słońca... 
      Twierdzę, skurczoną do rozmiaru drzewka bonsai, rozdeptałam nieopatrznie bosą, wesołą stopą.

      Ogrody swiata

      Gärten der Welt im Erholungspark Marzahn

      www.gruen-berlin.de/parks-gaerten/gaerten-der-welt

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Ogrody świata”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      wanda_2009
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 21 września 2009 16:20
  • niedziela, 20 września 2009
    • Hey ho, let's go!

      Niedaleko Alexanderplatz, na wąskiej Krausnickstr. ukrywa się najgłośniejsze muzeum Berlina, jedyne na świecie muzeum poświęcone legendarnej grupie The Ramones. Kiedy przypadkiem odkryłam to miejsce, nie mogłam nie wstąpić. Do museum wchodzi się przez przytulną, bardzo w berlińskim stylu Cafe Mania, w której stałym bywalcem jest sympatyczny labrador. 
      Samo muzeum przypomina pokój nastolatka. Ściany dokładnie oklejone plakatami, zdjęciami i artykułami dotyczącymi nowojorskich punkrockowców. Obejrzeć też można film dokumentalny, kilka książek i... więcej nie zdradzę. Może tylko tyle, że w tym niewielkim pomieszczeniu znajduje się też scena i od czasu do czasu odbywają się tam koncerty.
      Eksponaty pochodzą głównie z prywatnych zbiorów założyciela muzeum Flo Haylera, któremu kilka lat temu dziewczyna kazała wynieść kolekcję ze wspólnego mieszkania. Wkrótce po tym, Flo, nie mogący znieść tak bezwzględnej dyktatury wyniósł się również, wynajął dla swych skarbów osobne lokum i robi na swym hobby niezły interes. 
      Tak oto doszliśmy do przewrotnego dość morału: 
      Tylko posłuszeństwo względem twojej ukochanej doprowadzi cię do twego przeznaczenia! ;)

      Ramones Museum

      RAMONES MUSEUM BERLIN

      www.ramonesmuseum.com

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Hey ho, let's go!”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      wanda_2009
      Czas publikacji:
      niedziela, 20 września 2009 21:39
  • piątek, 18 września 2009
    • Władcy dróg

      Na berlińskich drogach panuje rowerowa monarchia. Choć byś nie wiem, jakim nieudacznikiem był, gdy wsiądziesz na Rower, to i samochód się zatrzyma i pieszy przepuści. Jesteś królem! 
      Ach, jak cudownie przejeżdżać przed nosem spieszącego się właściciela BMW czy Audi. Zawsze jeszcze zwalniam w takim momencie i rozkoszuję krótką chwilą przewagi. A on musi czekać, aż moje dupsko na tej kupie złomu o dwóch kółkach zjedzie mu z drogi.


      W Berlinie Rowerem jeżdżą wszyscy i wszędzie. Jest ekologicznie, szybciej, taniej, zdrowiej i przyjemniej. Wszystkie te argumenty idealnie odpowiadają bio-maniakom, oszczędnym, dbającym o zdrowie, nie mającym czasu, ale spragnionym wrażeń Berlińczykom. Kolażówką pędzi więc biznesmen w garniturku i wyprzedza sekretarkę, która w miniówce dosiada gazeli wyglądając przy tym bardzo dystyngowanie. Ową damę dogania już młodociany na BMX-ie, pewnie już spóźniony do szkoły. Dwóch studentów na „góralach“ tak się zagadało, że nie zauważyli (?), że światło już czerwone.


      Na szczególną uwagę zasługują dodatki do Rowerów. W różnego rodzaju koszykach, bagażnikach, siodełkach i przyczepkach wozi się nie tylko torebki, plecaki i zakupy ale również dzieci i psy. Niemieckiego rowerzystę poznać można po trąbce lub dzwonku, za pomocą którego obywatel przywołuję do porządku obcokrajowców jadących pod prąd, bądź, (nie daj Boże!) stojących na Ścieżce Rowerowej. Ścieżka owa to w Berlinie rzecz wysoce rozwinięta! Poziom europejski, po prostu doskonała i... święta! Przecież nie na darmo nazywa się „Rowerowa“, żeby po niej piechurzy łazili, no nie?! Rowerzysta to jedyny gatunek Przemieszczających się, który może się poruszać po wszystkich rodzajach nawierzchni. Spotkasz go zarówno na właściwej sobie Ścieżce, jak i na jezdni, chodniku i zebrze. Król pełną gębą, a raczej kołem!

      P.S. Najkorzystniej w Rower zaopatrzyć się na pchlim targu (Flohmarkt) np. w Mauerpark. Znajdziesz tam zarówno swój nowy - wymarzony, jak i stary – skradziony jednośladowiec.

      Rower

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      wanda_2009
      Czas publikacji:
      piątek, 18 września 2009 22:01
  • czwartek, 17 września 2009
    • Przerwane objęcia

      Zerrissene Umarmungen/Los Abrazos rotos

      Może nie zaczynam tematem dotyczącym ściśle Berlina, chociaż film, którym się zachwyciłam widziałam w berlińskim kinie Hackesche Höfe. To jedno z nielicznych kin w tym mieście, które puszcza filmy w oryginalnym tonie z napisami (OmU - Originalfassung mit Untertiteln). „Cóż w tym nadzwyczajnego?“ - zapytają może w Polsce. W Niemczech pokiwają ze zrozumieniem głową ci, którzy choć raz zgrzytali zębami słysząc Penélope Cruz mówiącą głosem flegmatycznej Helgi.
      Nie muszę chyba jednak tłumaczyć, że obejrzeć Penélope, a nie słyszeć jej, to jak dać się ponieść konikowi na biegunach. Bo poniesie Was na pewno! 
      Pedro Almodóvar nie zawodzi. Opowiada z pozoru prostą historię wzruszająco, dowcipnie i przepysznie kolorowo. Ach, ta scena krojenia pomidorów!
      A Penélope? Banałów że piękna i zjawiskowa nie będę pisać. Od samego jej „r“ dostaje się dreszczy. Od kiedy je usłyszałam, „r“ Donalda Tuska uznaję nie za wadę, a za zaletę wymowy. Zresztą, posłuchajcie sami: „Errrrrnesto! Errrrnesto!“, brrr...

      KINO IN DEN HACKESCHEN HÖFEN
      http://www.hackesche-hoefe.org/Seiten/index2.html

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      wanda_2009
      Czas publikacji:
      czwartek, 17 września 2009 10:29