Z twierdzy wroga

Berlin i ja. Emigracja. Życie w Berlinie.

Wpisy

  • czwartek, 12 sierpnia 2010
    • Biała wstążka

      Das Weiße Band

      Jako dziecko wierzyłam, że osoba, która wyszła na zdjęciu „poruszona” nosi w sobie zło. Film „Biała wstążka” to stara czarno-biała fotografia, na której wszystkie postacie są „poruszone”.

      Białe wstążki noszone przez dzieci w niemieckiej wiosce 1913 roku miały być symbolem niewinności. Jednak tam, gdzie panuje emocjonalny chłód, bezwzględność i surowe autokratywne wychowanie wstążki nie pomogą, nie nauczą miłości, nie dadzą przykładu.

      Obsypany nagrodami baaardzo długi dramat Michaela Hanekego to obraz pełen pęczniejącej grozy, portret potwora na tle sielskiego pejzażu. Historia, która stawia wiele pytań, a daje tylko jedną odpowiedz. Jest to odpowiedź na pytanie: jak stało się to, co się stało, gdy dzieci z fotografii dorosły.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      wanda_2009
      Czas publikacji:
      czwartek, 12 sierpnia 2010 16:00
  • wtorek, 10 sierpnia 2010
    • Dzień dobry, Rodacy!

      Jadę tramwajem w berlińską codzienność, ręce skute kajdankami czasopisma, oczy za kratami tekstu, myśli w słodkiej niewoli felietonu. Nieobecna. Nagle podskakuję przerażona – ktoś przejechał po kratach głośnym: 
      – Dzień dobry! – Podnoszę wzrok – patrzy na mnie i uśmiecha się cała szeroko, promiennie. Szybkie płochliwe myśli „Skąd ona, jak poznała, domyśliła się, zgadła...? Przecież nie znam!“
      – To przez gazetę?! – stwierdzam w końcu, bo gazeta polska jest – A... dzień dobry. – Odpowiadam i czekam na pytanie, na wytłumaczenie, na wyjawienie powodu zaczepienia, oderwania mnie od spraw prywatnych, osobistych. A ona nic, nadal się uśmiecha i najwyraźniej oczekuje czegoś ode mnie. I gdy już prawie myślę, że nienormalna, że się przyczepiła bez sensu, dociera to do mnie: ona się najwyraźniej i po prostu cieszy, że rodaka spotkała! Że polskie literki zobaczyła, że w tym kalejdoskopie barw i biało-czerwone dostrzegła, że wśród kebabów, burgerów i spaghetti swojsko bigosem zapachniało. Zrozumiałam to nagle i zawstydziłam się własnym zdziwieniem. 
      – Ależ oczywiście, z Polski, bardzo miło, a od dawna, a co pani... co ty tu i jak długo jeszcze, bo muszę ci powiedzieć, że tu to tak i siak – rozkręcam się próbując zmazać pierwszą nieprzyjazną reakcję. Gawędzimy jak stare dobre znajome, Marta robi kurs językowy, już drugi tydzień i jestem pierwszą Polką (?!), którą spotkała – to tłumaczy jej sympatyczne podejście. W końcu wysiadam zabierając trochę tej młodzieńczej otwartości i optymizmu. Czasopismo chowam do torebki.

      Zdarzenie to miało miejsce jakiś czas temu, ciekawe czy Marta nauczyła się w miedzyczasie unikać rodaków? Mam w każdym razie nadzieję, że ja się do tego nie przyczyniłam.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Dzień dobry, Rodacy!”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      wanda_2009
      Czas publikacji:
      wtorek, 10 sierpnia 2010 14:10