Z twierdzy wroga

Berlin i ja. Emigracja. Życie w Berlinie.

Wpisy

  • czwartek, 12 listopada 2009
    • Cień kolibra

      Czym zasłużyłam na szczęście?

      Czym za nie zapłacę?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Cień kolibra”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      wanda_2009
      Czas publikacji:
      czwartek, 12 listopada 2009 19:22
    • Życie w musicalu

      To rozśpiewane miasto. Swoboda jego mieszkańców zachwyca mnie nieustannie. Ludzie na ulicach czują się jak w domu, czego najlepszym dowodem jest ich głośny, odważny śpiew. Młodzież będąca ustami swych odtwarzaczy MP3 to codzienność. Nikt się za nią nie ogląda, chyba, że fałszuje. 
      Berlińczycy są ludźmi kreatywnymi i pozwalają sobie na nieskrępowane wyrażanie siebie. Całkiem przypadkiem i nieodpłatnie można stać się widzem wszelkich istniejących form teatralnych czy muzycznych, które cechuje niebywała autentyczność. I tak na przykład:

      - Przedstawienie okolicznościowe: przed Świętami Wielkanocnymi stałam na przystanku obok pewnej pani o wyglądzie nauczycielki, która pełnym głosem i w skupieniu śpiewała: Jestem zającem, zającem, zającem. I tak w kółko kilka razy, zanim nadjechała kurtyna tramwaju i zakończyła występ. 
      - Opera: jechałam rowerem za niemłodym już (przypuszczalnie) Włochem, który operowym głosem śpiewał 'O sole mio. Nie powiem, przyjemnie się jechało i nawet wywołane Słońce wyjrzało zza chmur i śpiewak wyglądał dostojniej w świetle takiego reflektora.  
      - Poezja śpiewana: berlińskiego Stachurę spotkałam w S-Bahnie i mam nadzieję, że potem pod niego nie wskoczył. Widocznie cierpiał na niedocenienie. Samotny, wciśnięty w kąt wagonu śpiewał do butelkowego mikrofonu: się pije, się chleje, się tankuje...
      - Wodewil: tego pobudzającego spektaklu doświadczyłam na ruchliwej ulicy, w tłumie takich jak ja, zmęczonych pracowitym poniedziałkiem, nudnych, grzecznych obywateli. Aktor solista ucharakteryzowany na bezdomnego właściciela jednej reklamówki i podartych rękawiczek tańczył na chodniku i radośnie śpiewał: Jestem bezrobotny, mam czas! Nie mam pracy, nie mam stresu! Jestem szczęśliwy!.

      Przyznam, że taka nieskrępowana twórcza ekspresja bardzo mi imponuje. Postanowiłam również spróbować sił na płytach berlińskich ulic, do czego starannie się przygotowuję. Już dwa razy odważyłam się gwizdać na klatce schodowej. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Życie w musicalu”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      wanda_2009
      Czas publikacji:
      czwartek, 12 listopada 2009 01:24