Z twierdzy wroga

Berlin i ja. Emigracja. Życie w Berlinie.

Wpis

niedziela, 03 czerwca 2012

Małe Ojczyzny

czyli jak na obczyźnie poczuć się jak w domu.

Jest na to wiele sposobów. Z osobistych doświadczeń ostatnich dni: 

Odwiedziny rodziny
Kochani, dziękuję Wam za te piękne dni. Żałuję, że nie zdarzają się częściej.

Spotkanie z rodakami
Kilka dni temu spędziłam kilka przyjemnych godzin z przemiłą polską rodzinką i jej przyjaciółmi. Opuszczając ich działkę miałam wrażenie, że wracam z weekendu w Polsce.

Trochę kultury
Niedawno na niemieckim programie telewizyjnym Arte puszczano polski dramat Nie opuszczaj mnie w języku oryginalnym z niemieckimi napisami. To był mój wieczór z TV – nareszcie!

A gdzie Wy znajdujecie ukojenie Małych Tęsknot?



Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
wanda_2009
Czas publikacji:
niedziela, 03 czerwca 2012 00:27

Polecane wpisy

Trackback

Komentarze

Dodaj komentarz

  • antyczka napisał(a) komentarz datowany na 2012/06/03 09:18:29:

    Dobre pytanie:) Jest mi przykro, ale w Au spotkania Polakow to czas "marudzenia", dlatego raczej unikam takich spotkan. Teraz jestem w Polsce i czuje sie cudnie:)

  • wanda_2009 napisał(a) komentarz datowany na 2012/06/03 10:57:21:

    Jakoś nie mogę sobie wyobrazić, na co można w Australii narzekać! ;) Życzę wielu długich i wspaniałych dni w Polsce! :)

  • Gość Amelka napisał(a) z *.pool.mediaways.net komentarz datowany na 2012/06/05 17:53:06:

    "obczyzna" jest moim domem

  • wanda_2009 napisał(a) komentarz datowany na 2012/06/06 12:27:46:

    No to pięknie, Amelko! Mam nadzieję, że też kiedyś tak powiem! :)

  • spirit_of napisał(a) komentarz datowany na 2012/10/31 23:09:42:

    Najpózniej wtedy, kiedy przezyjesz tutaj wieksza czesc zycia ;)

  • Gość maestro napisał(a) z *.pools.arcor-ip.net komentarz datowany na 2014/06/09 13:53:48:

    Osobiście lubię ulec tej iluzji pobytu u siebie jaką stwarzają w niedzielę odwiedziny polskiego kościoła w Kreuzbergu. Ale ulegam jej z ostrożnością. Pomny wzajemnej życzliwości polskich emigrantów oddaję się tej atmosferze powierzchownie, ciesząc oczy i nasycając uszy dźwiękami polskiej mowy w nawach świątyni i ogródku polskiego sklepiku.

    Próbowałem bliższych spotkań trzeciego stopnia. Nie były warte starań. Rozmowy beznamiętnie rwące jednym i tym samym korytem. Sztuka przetrwania, kombinowania i pozyskiwania dochodów. Niby to codzienność i codzienny gorący punkt programu, a jednak w spotkaniu z ludźmi przychodzi pragnienie porzucenia tych powszednich, dusznych bolączek dla spraw ciekawszych, wolnych od nieubłagalności otaczającego nas świata przedmiotów. I tak oto ludzie z ludźmi mieli się do siebie zbliżyć a między nich ciskają się przeliczne przedmioty.

    I jeszcze ten tragiczny paradoks uciekiniera. Oto wielu Polaków ucieka przed rodakami z Ojczyzny, nie doczekawszy się w niej od nich tej życzliwości, która pozwoliłaby im w niej pozostać. I teraz znalazłszy się poza jej burtą dzieli tęsknotę wespół z obawą. Potrzebę tego co porzucone łączy z obawą o to czego nie udało się porzucić. Stając twarzą w twarz z rodakiem przychodzi chwila wątpliwości. Czy i ty uciekłeś przed tym co upokarzało i mierziło w Ojczyźnie, i znajdziemy oboje w tęsknocie za normalnością w dwójnasób wspólny język, czy może jesteś jednym z tych, przed którymi uciekłem, ale stwierdziwszy, że cwaniakiem można być i tutaj, właśnie przede mną stoisz i szukasz swego?

Dodaj komentarz