Z twierdzy wroga

Berlin i ja. Emigracja. Życie w Berlinie.

Wpis

czwartek, 13 października 2011

Pałac Rheinsberg

Ostatniego słonecznego dnia lata, wiedzeni pragnieniem odpoczynku i ucieczki z miasta, obraliśmy kierunek północno-zachodni i wybraliśmy się do oddalonego o 90 km od Berlina Rheinsbergu. Piękny pałac nad jeziorem, rozległy park, liczne restauracje i kawiarnie, rejsy stateczkiem i dorożki – wszystko piękne jak z prospektu dla zamożnych niemieckich turystów seniorów.

Podjęliśmy wyzwanie i weszliśmy w role: obiad w restauracji (ryba), spacer w parku, kawa w kawiarni (z ciastem). Ze zwiedzania sal pałacu i rejsu po jeziorze jednak zrezygnowaliśmy na rzecz leniwej sjesty wśród zieleni. Kocyk nasz rozłożylismy nad rzeczką, opodal krzaczka i kilku kaczek niedziwaczek (zachowywały się bardzo przyzwoicie – po kaczemu). Zdobywca wyraził przypuszczenie, że zaraz nas ktoś stąd przegoni. Wyśmiałam jego przesadną ostrożność i z rozkoszą zmrużyłam oczy w słońcu. Pół godziny poźniej obudził mnie uprzejmy, jakby zawstydzony głos pana w uniformie mówiący: „Tu nie wolno leżeć, proszę usiąść na ławce”. A jednak mało jeszcze znam ten kraj! Zwinęliśmy posłusznie kocyk i wróciliśmy do samochodu. I tak już słońce zachodziło. A co sobie poleżeliśmy, to nasze!

Pałac w Rheinsberg

Jako ukoronowanie dnia pełnego wrażeń polecam wizytę w Erlebniscity w Oranienburgu. Niby nic specjalnego: trzy baseny, dwie zjeżdżalnie, jacuzzi... ale można się cudnie zrelaksować i można poleżeć... na leżaku.



Szczegóły wpisu

Tagi:
Kategoria:
Autor(ka):
wanda_2009
Czas publikacji:
czwartek, 13 października 2011 16:39

Polecane wpisy

Trackback